TEATR AUTOMATON 2005 – 2018

„Kto dziś pamięta o co chodziło?”
Czyli o immanencji, inkorporacji i sublimacji…
Trudno wskazać właściwy moment powstania Teatru Automaton. Sama nazwa została zaczerpnięta z tekstu Jacquesa Lacana „Tuché i automaton”, z którym pierwszy raz zetknąłem się na początku studiów, jesienią 2005 roku. Kto dziś pamięta o co chodziło? Ilekroć czytam ten tekst, za każdym razem na nowo i inaczej interpretuję ideę tego teatru, który na scenie wznosi osobliwy „mur rzeczywistości” tylko po to, by ktoś (widz?) mógł go zburzyć… Często jednak imiona wymyśla się dzieciom na długo przed narodzinami, upłynęło więc sporo czasu, zanim w Ośrodku Teatralnym „Maski” w Poznaniu grupa rówieśników zaczęła spotykać się na „próbach” (2006), by z kolei dwa lata później, w styczniu 2008 roku wystawić pierwszą premierę – wariację na tematy związane z inicjacją, wtajemniczeniam i rytuałem, której tekst w dużej mierze stanowiły „Nadobnisie i koczkodany” Witkacego. Z muzyką graną na żywo, z radosną spontanicznością warsztatu aktorskiego i z przeświadczeniem, że wygadywanie na scenie filozoficznych cytatów może być całkiem zabawne. Jednak w marcu 2011 roku uznaliśmy, że „Seminaria Immanentnej Wiosny” wg słynnego baletu Igora Strawińskiego są pierwszym spektaklem Teatru Automaton, a w 2014 i 2016 roku świętowaliśmy trzy- i pięciolecie istnienia zespołu.

Rok temu, w Scenie Roboczej wystawiliśmy „Nową Wizję” – po raz pierwszy pojawiła się szansa na regularne funkcjonowanie grupy i dalszy rozwój założeń artystycznych, spisywanych w licznych manifestach czy w programach do granych często jednorazowo spektakli. Paradoksalnie jednak w kolejnych, improwizowanych początkowo scenach, a także w dyskusjach o naszym dotychczasowym „dziedzictwie” mentalnym i aktualnym „zaangażowaniu w istnienie”, ujawniał się realny i ironiczny potencjał tego „otwarcia”. Historia Teatru Automaton da się zrozumieć przez różne metafory stanów przejściowych, wdechu i wydechu, narodzin i zamierania, rozpalania i wygaszania… Każdy spektakl, czyli spotkanie z publicznością, podobnie jak każde warsztaty, będące spotkaniem uczestników naszych działań, były niepowtarzalną szansą na coś nowego. Dla mnie były też obietnicą wcielenia wreszcie w życie idei utopijnej, która nieśmiało, raczej z poczuciem wstydu czy lęku, domagała się uznania, czci i może jakiejś akademickiej dysertacji.

Trudno wyznaczyć początek tych zmagań, ich kres jednak nastąpi 24 marca 2018 roku. Tego dnia, o godzinie 19:00 zagramy po raz ostatni spektakl „Nowa Wizja: ekskluzje, akty, sublimacje” i w sposób wręcz dramatyczny zakończymy działalność Teatru Automaton. Nie musimy zmieniać scenariusza czy ingerować w działania na scenie, by w czytelny sposób opowiedzieć tym przedstawieniem o nas samych, choć mnie samemu zajęło trochę czasu, by w pełni uświadomić sobie, jak bardzo „Nowa Wizja” jest moim osobistym doświadczeniem. W dniu premiery, prawie rok temu, nie było to dla mnie tak oczywiste. Podobnie dzisiaj trudno mi zdefiniować ten moment symbolicznego zakończenia działalności Teatru Automaton. Czy tego dnia ustanie oddech zewnętrzny – a duch, istota wewnętrzna poszukiwać będzie drogi ku wyzwoleniu? Lektura „Tybetańskiej Księgi Umarłych” daje sporo wskazówek, że moment kresu i przejścia w inny stan nie zawsze jest właściwie rozpoznany. Być może praca nad tym spektaklem jest błądzeniem w kole samsary, tkwieniem w jakimś bardo – stanie przejściowym pomiędzy kresem a nowym początkiem. W którym miejscu tego spektaklu następuje kluczowe dla teatru od czasów antycznych „rozpoznanie” i czy faktycznie jego treścią jest wynikające bardziej z prawdopodobieństwa niż z konieczności przekształcenie dotychczasowej, liminalnej fazy twórczej w nowe formy istnienia (artystycznego)? Nie sądzę, by ktokolwiek z nas chciał sobie z tej okazji wydłubać oczy lub dokonać jakiegoś innego, patetycznego aktu. Z największym zaangażowaniem, na jakie nas stać, będziemy pracować nad tą ostatnią prezentacją. Być może będzie to także okazja na spotkanie z tymi, którzy współtworzyli ten zespół w poprzednich latach.

Mam nadzieję, że z tego wieloletniego doświadczenia każdy z nas będzie mógł czerpać w dalszych zmaganiach, zarówno codziennych, życiowych, jak i artystycznych czy zawodowych. Z dzisiejszej perspektywy widzę wyraźnie, że nie tylko spektakle są naszym osiągnięciem – choć kosztowały nas sporo pracy, stresu i tym samym dostarczyły największej satysfakcji. W mojej indywidualnej drodze artystycznej korzystam dziś z pewnych zasad, mechanizmów czy nawet metod i technik, które zawdzięczam wspólnej, warsztatowej i filozoficznej pracy wszystkich uczestników, zaangażowanych w ciągłe powstawanie i odradzanie się idei Teatru Automaton.

Ta historia, która trwała ponad dziesięć lat, być może nie kończy się w dniu ostatniej prezentacji „Nowej Wizji”. Być może stało się to wcześniej i będzie to raczej moment zaprzestania lamentów, zdjęcia czarnych, żałobnych szat oraz rozdysponowania pozostałości po …zmarłym? (Kto weźmie kamień z „Seminariów…”? A perski dywan z „Bachantek…”?) Mnie pozostaną liczne doświadczenia relacji z ludźmi, ich pełnego, często bezwarunkowego zaufania oraz krytycznego, nierzadko pełnego emocji stosunku do moich pomysłów, intuicji i decyzji. Ta ostatnia była chyba najtrudniejsza, ale podjąłem ją świadomie, w wyniku rozpoznania (aha!), które będzie dla mnie jednym z najważniejszych momentów w życiu (no tak!). Cieszę się, że także tym razem mogę liczyć na wsparcie, dzięki któremu żal, sentyment lub rozczarowanie ustępują poczuciu spełnienia, a także pewnego rodzaju wyzwolenia, o które zawsze nam chodziło. Wyzwolenia duszy z ciała? Idei z konwencji? Bytu z warunków egzystencji? Realnego z automatonu rzeczywistości? I tym razem „Teatr Automaton wziął na warsztat kwestię wyzwolenia”!

Bardzo dziękuję Wam wszystkim, którzy współtworzyliście ze mną ten życiowy i artystyczny projekt i proces. Dziękuję także tym, którzy wspierali Teatr Automaton poświęcając swój czas i umiejętności, otaczając nas opieką i mobilizując inicjatywą! Mam nadzieję, że spotkamy się na ostatnim spektaklu i liczę na to, że jego atmosfera nie będzie przypominać stypy, a raczej …wigilię, czyli rodzinną uroczystość poprzedzającą święto …inkorporacji!

Krzysztof Cicheński